Alarmy
Na całe szczęście okazało się, że alarmy nie są wcale takie straszne, jak się wydaje. Kilka godzin i człowiek jest wprawiony. To tak jak z grą na gitarze. Początki są bardzo ciężkie, praktycznie nic nie wychodzi. Ale wystarczy trochę poćwiczyć, poświęcić parę godzin i jest dużo lepiej. Alarmy mają to do siebie, że początkowo wydają się trudne. Ale z czasem jest coraz lepiej. Teraz bez problemu wiem, jak założyć nasze alarmy. Szwagier Robert oczywiście też. Byliśmy razem na wspomnianych szkoleniach, bo przecież nie może być tak, że ja będę pracować a on po prostu popatrzy na mnie. Pełna równowaga sił. No i jest jeszcze jeden plan, który na razie jest ambitny, ale do wykonania. Wspomniana już poprzednio telewizja przemysłowa.